Magdę poznałem na ślubie Gośki i Mateusza, 8 (słownie osiem) lat temu. Przez ten czas można zapomnieć wiele, a już na pewno fotografa, który obsługiwał imprezę starszego brata. Magda nie dość, że nie zapomniała to jeszcze zaprosiła do uwiecznienia swojej imprezy ;) I tak kolejny raz znalazłem się na ślubie w Limanowej. Pogoda dopisała, dopisali goście i kapela – czego chcieć więcej na porządnym weselu?

A, żeby nie było, że tylko ochy i achy… Są dwa motywy przewodnie koszmarów statystycznego fotografa ślubnego: 1 – awaria aparatu  2 – awaria spodni. Na tej imprezie ja zaliczyłem ten drugi :(