Rekrutacja na sezon 2009 trwa, ba nawet na 2010! Klienci są różni, dla jednych priorytetem jest cena,
dla innych ilość, dla jeszcze innych liczą się zdjęcia, czy film. Każda z tych postaw ma swoje racje, dziś na kanwie nadchodzących zapytań chciałbym naskrobać co nie co w tym temacie.

Nie ma fajniejszego klienta niż ten, który wybrał nas ze względu na zdjęcia. Te które robiliśmy wcześniej, np. ich znajomym, rodzinie, ale także te publikowane przez nas w galeriach na www. Konkurencja jest ogromna,
pierdylion wyników wyszukiwania przez Google, oferty bardzo rożne, gdyby brać pod uwagę tylko dwie pierwsze kategorie klientów szanse były by marne.

Na szczęście zdarzają się tacy, którym zależy na czymś wyjątkowym i którzy widzą różnicę :)
Z takimi osobami wystarczy dogadać termin (- Uff! wolny), cenę (- Może jakiś rabat?) i potwierdzić wszystkie ustalenia niedługo przed imprezą. Nie ma wtedy problemów typu: że mało zdjęć, że czarno-białe, że krzywe, że nie wszystko ostre, że brak na nich stryjecznego wujka ze strony babki i zdjęcia z kuzynostwem…
O ile formę zdjęć można spokojnie dogadać wcześniej, choć wiadomo, że każdy fotograf ma (powinien mieć)
swój styl pracy (który klient w momencie wyboru danego delikwenta na podstawie folio akceptuje)
to niewykonalnym wydaje się sprostanie wymaganiom list takich jak tutaj, a które są ślepymi kalkami list, które na zachodziebardzo popularne

Słowo klucz w tym wypadku to właśnie „na zachodzie” gdzie cała tradycja ślubna a w związku z tym
i zdjęcia wyglądają zgoła inaczej niż u nas. Dość odważnie nawet zaryzykuję stwierdzenie,
że rytm takich przyjęć podporządkowany jest często pod fotografa, za którego zapłaciło się ciężkie pieniądze,
po to by zdjęcia z tego dnia były dla nas i naszych gości pamiątka na wiele lat. Począwszy od oprawy całej uroczystości w przestronnych i jasnych pomieszczeniach, często na świeżym powietrzu, poprzez zunifikowane wizualnie druhny i drużbów, aż po rezerwacje czasu na dokumentacje tego wszystkiego.

Tam wszyscy goście wiedzą o co chodzi, nie ma problemów z naganianiem kogoś do zdjęcia grupowego,
każdy znajdzie czas i chęci na zdjęcie z parą młodą, nikt nie ma góry pretensji,
że para czy drużbowie/świadkowie znikną na godzinę czy dwie z imprezy na symboliczny plener.

U nas jest, a w najlepszym wypadku bywa inaczej, więc wymyślanie takich list, a później o zgrozo egzekwowanie ich  od fotografa jest bez sensu. Bez sensu dla tego, że jeśli zatrudniliście profesjonalistę,
on doskonale wie gdzie trzeba być i kiedy, nawet jeśli ominie jakiś punkt programu, to złapie wiele innych momentów, które dużo lepiej opiszą klimat tego jedynego dnia, niż sztampowe kieliszki przewiązane wstążka, obrączki na tacy, czy o zgrozo, wygląd zaplecza kuchennego.

Pin It on Pinterest

Shares